Przedawniona odwaga. Bohater z Afganistanu nie dostanie orderu przez opieszałość urzędników

Reklama

pt., 09/27/2019 - 21:13 -- koscielniakk

„Narażając własne życie, ochronił życie i zdrowie 16 żołnierzy z zaatakowanego patrolu” – napisał o por. Piotrze Maciejczyku-Cieniu jego dowódca z Afganistanu we wniosku o odznaczenie go Krzyżem Komandorskim Orderu Krzyża Wojskowego. Porucznik orderu jednak nie dostanie.

  • To historia o tym, jak urzędnicy Kancelarii Prezydenta i MON-u nie zadbali o przyznanie orderu, który dla bohaterów misji bojowych ustanowił prezydent Lech Kaczyński
  • Były minister obrony Antonii Macierewicz wysłał wniosek o order dla porucznika do Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy 
  • Wniosek ten utknął jednak na kilka lat w urzędach, aż w końcu minął ustawowy termin jego nadania 
  • Kancelaria Prezydenta nie odpowiedziała na pytania Onetu, ile wniosków o odznaczenie żołnierzy nie zostało nadanych z powodu tak rozumianego przedawnienia
  • Lech Kaczyński odznaczył Orderem Krzyża Wojskowego 64 żołnierzy. Bronisław Komorowski 96. Andrzej Duda nie odznaczył nim ani jednego polskiego żołnierza 
  • Gen. Andrzej Reudowicz, przewodniczący Kapituły Orderu Krzyża Wojskowego: – Opieszałość urzędnicza nigdy nie powinna być podstawą do tego, aby żołnierzy nie wyróżnić, jeśli na to zasługują

Wczesny poranek, 21 grudnia 2011 r., Afganistan, prowincja Ghazni. Por. Piotr Maciejczyk-Cień dowodził ponad 60-osobowym polsko-amerykańsko-afgańskim patrolem. Ich zadanie polegało na rozminowaniu terenu nieopodal miasta Ghazni. 

Najtragiczniejszy dzień w historii polskich misji

Nagle porucznik usłyszał potężny huk i zobaczył słup dymu. Afgańskich i amerykańskich żołnierzy odesłał do osłony drogi, a sam z żołnierzami polskiego plutonu ruszył na miejsce zdarzenia. Równocześnie do TOC-u Alfy [dowództwo pierwszego zespołu bojowego z Ghazni - red.] wysłał meldunek i poprosił o wparcie. 

Jego żołnierze mieli do pokonania 400 m. Po około trzech minutach ich oczom wyłonił się obraz tragedii. Przy drodze leżał całkowicie zniszczony wrak opancerzonego MRAP-a [pojazd używany podczas patroli – red.]. Wokół panował chaos. Żołnierze porucznika jeszcze nie widzieli, ilu może być rannych i zabitych. Nie mieli jednak czasu. Zabezpieczali teren. Do działania przystąpili ratownicy medyczni. Przez radio płynęły kolejne meldunki. 

Najpierw porucznik wezwał pomoc medyczną tzw. MEDEVAC. Maszyna nie miała jednak gdzie wylądować, ponieważ niedaleko leżał wrak afgańskiego auta. Por. Maciejczyk-Cień najpierw sprawdził czy pojazd nie jest zaminowany. Potem kazał go staranować. Jego żołnierze zepchnęli swoim MARAP-em zdezelowane auto na bok.

Dowódca plutonu, jeszcze wówczas nie wiedział, że znalazł się na miejscu najtragiczniejszego zdarzenia w historii polskich misji wojskowych. Tego dnia rano, pod jednym z pojazdów konwoju, któremu ruszył na pomoc, eksplodował „ajdik” - ogromna 100-kilogramowa mina pułapka. Zakopali ją tam wcześniej Talibowie. W wyniku wybuchu zginęło pięciu polskich żołnierzy. 

Później okazało się, że gdyby nie błyskawiczna reakcja porucznika, rozmiar tragedii mógł być znacznie większy. Jak wynika z informacji zebranych po zdarzeniu przez wywiad wojskowy, talibowie zorganizowali tzw. zasadzkę kompleksową – najpierw zdetonowali „ajdika” pod jednym z pojazdów kolumny, następnie inna grupa ukrywająca się w okolicy miała zaatakować osłabiony konwój.

Talibowie nie spodziewali się jednak, że polscy żołnierze tak szybko pojawią się na miejscu i udzielą wsparcia kolegom. Gdy afgańscy rebelianci zobaczyli pluton por. Maciejczyka-Cienia, zrezygnowali z ataku. 

 

Bohaterstwo i odwaga 

Po kwadransie na miejsce zdarzenia przyleciał śmigłowiec medyczny. Po kolejnych 30 min dotarło tam wsparcie z polskiej bazy Ghazni.

– Moi żołnierze zachowali się wzorowo – opowiada por. Maciejczyk–Cień. Trzech z nich na wniosek porucznika odznaczono za tę akcję Krzyżami Wojskowymi.

Gen. Piotr Błazeusz, dowódca X zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego, wystąpił zaś o odznaczenie dla ich dowódcy – por. Maciejczyka-Cienia – najwyższym z przyznawanych obecnie medali bojowych, Krzyżem Komandorskim Orderu Krzyża Wojskowego. 

We wniosku napisał: „Dzięki trafnym działaniom, narażając własne życie, ochronił życie i zdrowie 16 żołnierzy z zaatakowanego patrolu”. I dalej: „W sytuacji zagrożenia zepchnął MRAP-em z drogi podejrzany pojazd. W ten sposób przygotował lądowisko dla śmigłowca ewakuacji medycznej”.

Gen. Błazeusz napisał też, że porucznik wśród żołnierzy cieszy się „szacunkiem i uznaniem za pełen profesjonalizm oraz opanowanie na miejscu zdarzenia, które zapobiegło kompleksowemu atakowi przeciwnika i zwiększeniu strat osobowych”.

Wniosek o odznaczenie por. Piotra Maciejczyka-Cienia został wysłany do MON pod koniec lutego 2012 r. i przepadł w czeluściach wojskowej biurokracji. 

 

Zamiast orderu – ława oskarżonych 

Por. Maciejczyk-Cień wrócił z Afganistanu z kontuzją kręgosłupa i częściowo uszkodzonym słuchem. Zamiast orderu trafił za błahostkę na ławę oskarżonych. Resort obrony nie zapewnił mu nawet pomocy prawnej. Sprawę opisał Andrzej Walentek w tygodniku „Wprost”. 

Jak ujawnił dziennikarz, prokuratorów wojskowych zainteresowały trzy pojedyncze strzały z karabinu maszynowego PK wystrzelone zimą 2012 r. Karabin – należący do plutonu dowodzonego przez por. Maciejczyka-Cienia – wrócił właśnie z naprawy i trzeba go było sprawdzić. Zrobił to dowódca, ponieważ miał taki obowiązek. Nie wiedział jednak, że za wałem ziemnym stał inny polski patrol. Po testach broni coś zagrzechotało o pancerze pojazdów z tego patrolu. Czy były to kule, czy kamienie – śledztwo tego nie ustaliło. Do dziś też nie wiadomo, dlaczego ten patrol znalazł się w okolicy. 

Proces por. Piotra Maciejczyka-Cienia zakończył się 27 lutego 2013 r. wyrokiem Wojskowego Sądu Garnizonowego w Olsztynie. Sąd uniewinnił oficera od zarzutu samowolnego użycia broni.

 

Wniosek przepadł, jak kamień w wodę 

Wtedy też byli dowódcy porucznika z Afganistanu zaczęli już otwarcie pytać o los wniosku o przyznanie mu orderu. Dokument odnalazł się w MON-e.

W marcu 2016 r. ówczesny minister obrony, Antonii Macierewicz w końcu wysłał go do Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy. 

Przypomnijmy, Order Krzyża Wojskowego ustanowił prezydent Lech Kaczyński w 2006 r. Przyznawany jest za wybitne czyny bojowe, połączone z wyjątkową ofiarnością i odwagą, podczas działań bojowych wojska polskiego w misjach poza granicami kraju oraz akcjach przeciwko aktom terroryzmu w kraju. Order ma trzy klasy: Krzyż Wielki, Komandorski i Kawalerski. 

Krzyż Komandorski Orderu Krzyża Wojskowego – taki miał dostać por. Maciejczyk-Cień – może otrzymać dowódca jednostki wojskowej za umiejętne i skuteczne dowodzenie podczas operacji lub akcji bojowej lub oficer za czyn zapewniający sukces operacji lub akcji bojowej. Order nadaje i wręcza prezydent, zwierzchnik Sił Zbrojnych. 

Lech Kaczyński w latach 2006-2010 odznaczył tym orderem 64 zasłużonych na misjach żołnierzy. Bronisław Komorowski wręczył 96 takich odznaczeń. Andrzej Duda nie nadał żadnemu polskiemu żołnierzowi Orderu Krzyża Wojskowego żadnej klasy. 

Kiedy dokumenty porucznika trafiły w końcu do Kancelarii Prezydenta, ci wysłali je znowu do Kapituły Orderu Krzyża Wojskowego. Kapituła stwierdziła jednak, że we wniosku są braki. 4 lipca 2016 r. odesłała go ponownie do MON z prośbą o uzupełnienie. 

Minęło kolejnych sześć miesięcy. W grudniu 2016 r. uzupełniony wniosek z resortu obrony został ponowienie odesłany do Kancelarii Prezydenta. Ale od tego momentu słuch o nim zaginął. 

Tymczasem według przepisów Order Krzyża Wojskowego nie możne zostać nadany żołnierzowi później niż trzy lata od zakończenia misji. Zaś misja w Afganistanie zakończyła się w grudniu 2014 r. Tym samym wiosek o odznaczenie porucznika, który powinien być rozpatrzony do końca 2017 r., po prostu się przedawnił. 

– Znam por. Maciejczyka-Cienia. To doskonały żołnierz. Wiem, czego dokonał w Afganistanie, ponieważ rozmawiałem o tym z jego dowódcą gen. Błazeuszem. Kiedy wniosek o przyznanie porucznikowi orderu utknął w urzędach, osobiście kilka razy interweniowałem w tej sprawie. Urzędnicy kiwali głowami, potakiwali, a jak dziś wiemy sprawa i tak umarła – mówi gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych i były wiceminister obrony. 

 

Urzędnicy umywają ręce. Winią Kapitułę Orderu 

Zapytaliśmy Kancelarię Prezydenta, dlaczego przez lata nikt się tą sprawą nie zajął? Odpowiedziała: „Z uwagi na trudności z wyznaczeniem terminu posiedzenia Kapituły Orderu, wynikające głównie z nieobecności w kraju jej ówczesnych członków, będących żołnierzami w służbie czynnej (…).” 

Udało nam się porozmawiać z kilkoma członkami kapituły. Twierdzą, że z Biura Odznaczeń i Nominacji Kancelarii Prezydenta nie dostali żadnych informacji, iż jakiekolwiek wnioski wpłynęły do zaopiniowania przez nich. 

– Zwalanie winy na kapitułę jest po prostu nie fair. Kłania się bark przepływu informacji. Skoro urzędnicy mieli wniosek, to mogli nas zawiadomić. Tym bardziej, że wystarczą dwie osoby z kapituły, by go zaopiniować. Te wnioski – bo przypadek por. Maciejczyka-Cienia nie jest odosobniony – po prostu przeleżały w Kancelarii Prezydenta – mówi nasz informator. 

5 września 2019 r. adwokat por. Maciejczyka-Cienia otrzymał pismo od Romana Kronera, dyrektora Biura Odznaczeń i Nominacji Kancelarii Prezydenta. Urzędnik stwierdza w nim, że choć oficerowi order się należał, to w „międzyczasie upłynął ustawowy termin umożliwiający jego nadanie.” To oznacza, że porucznik za swoje bohaterskie czyny na wojnie nie zostanie doceniony. 

Zapytaliśmy więc Kancelarię Prezydenta, kto odpowiada za przetrzymywanie tego wniosku. Odpowiedź jest co najmniej zaskakująca. „Wszelkie formalności zostały w Kancelarii Prezydenta RP dopełnione. Upływ ustawowego terminu umożliwiającego nadanie orderu był wypadkową wielu okoliczności (…).” 

Onet, z kilku niezależnych źródeł, dowiedział się, że historia por. Piotra Maciejczyka-Cienia nie jest odosobniona. 

– To nie jest jedyny żołnierz, którego bohaterskie czyny na misjach nie zostały docenione przyznaniem orderu. Dla mnie, żołnierza, to niezwykle smutne sytuacje. Wnioski leżały w urzędach latami. Potem upływały ustawowe terminy i żołnierze nie byli odznaczani. Dotyczy to nie tylko Afganistanu, także Iraku – mówi nasz rozmówca. 

Zapytaliśmy Kancelarię Prezydenta, ilu żołnierzy, którzy brali udział w misjach poza granicami kraju, nie zostało z tego powodu odznaczonych. Nie dostaliśmy jednak odpowiedzi. 

Chcieliśmy również wiedzieć, dlaczego winę za opieszałość urzędów ponosi żołnierz i czy jest to moralne? W odpowiedzi czytamy: „Żołnierz nie ponosi winy za opieszałość urzędów, a co najwyżej, jak w tym przypadku, ponosi konsekwencje upływu terminu umożliwiającego nadanie orderu”.

 

Gen. Mieczysław Gocuł: To jest zwykłe draństwo

Dobre samopoczucie urzędników Kancelarii Prezydenta mogą jednak zburzyć opinie szanowanych dowódców wojska polskiego, którzy nie kryją oburzenia historią por. Piotra Maciejczyka-Cienia. 

– Cały aparat, który administruje zasadami przyznawania orderów trzeba wysłać na misje bojowe. To, co urzędnicy zrobili porucznikowi i innym bohaterskim polskim żołnierzom, to jest zwykłe draństwo – mówi gen. Mieczysław Gocuł, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. I dodaje: – Wojsko to nie Orbis, żołnierz jedzie na wojnę narażając życie i zdrowe, bo wysyła go tam polskie państwo. Ma sekundy, by decydować czy użyć broni i jak się zachować w obliczu zagrożenia. To dowódca decyduje, czy jego żołnierz zachował się jak bohater, a nie jakiś urzędnik. 

Gen. Waldemar Skrzypczak: – Teraz to urzędnicy oceniają odwagę żołnierza? Jeśli dowódca napisał wniosek o odznaczenie, to odwaga i bohaterstwo jego żołnierza na polu walki nie ulega przedawnieniu. To, że urzędnicy podważają decyzje dowódców, to rzecz niespotykana w naszej historii. Nie miałem jeszcze do czynie z taką głupotą. 

– Na zachodzie ordery można przyznawać po latach, jeśli znajdą się dokumenty dotyczące chwalebnych czynów żołnierza. Przyznanie go, to kwestia chęci i niczego więcej – podkreśla zaś płk. Piotr Gąstał, były dowódca GROM-u. Komentując sprawę por. Piotra Maciejczyka-Cienia dodaje: – To jest wstyd. Przedawnić, to się może przestępstwo, a nie bohaterskie czyny żołnierza. Takie postępowanie urzędników państwowych jest budowaniem złego morale w wojsku. 

Oficerowie apelują też do prezydenta Andrzeja Dudy, zwierzchnia sił zbrojnych o zmianę przepisów i naprawienie krzywd żołnierzy. – Ktoś od pana prezydenta powinien się nad tą sprawą pochylić, bo to jest wielki wstyd i kładzie się cieniem na tych, którzy odpowiadają za wojsko polskie – podkreśla gen. Skrzypczak. 

Wygląda też na to, że nie wszystko stracone. Gen. Andrzej Reudowicz, przewodniczący Kapituły Orderu Krzyża Wojskowego i od niedawna Dyrektor Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, poproszony przez Onet o komentarz w tej sprawie powiedział: – W październiku mamy kolejne posiedzenie kapituły. Będziemy się zastanawiać, czy jest jakaś formuła zmiany tych przepisów. Opieszałość urzędnicza nigdy nie powinna być podstawą do tego, aby żołnierzy nie wyróżnić jeśli na to zasługują. 

Autor: 
Edyta Żemła
Źródło: 

Onet

Dział: 

Reklama