Awaryjny most w Warszawie to pływający skansen. MON właśnie zabrał saperom pieniądze na nowy sprzęt

Reklama

czw., 09/12/2019 - 15:28 -- koscielniakk

Wywołująca wiele emocji awaria kolektora ściekowego pod Wisłą w Warszawie pozwoliła zaprezentować swoje możliwości wojskowym saperom. W kilka godzin rozłożyli na rzece most pontonowy, po którym pociągnięto awaryjny rurociąg. Problem w tym, że pływający most to zabytek. Saperzy pilnie potrzebują nowego sprzętu, ale znajdują się na dole listy priorytetów.

 

Problemem wojsk inżynieryjnych jest to, że należą do tych mniej spektakularnych służb. Nie jeżdżą czołgami, nie odpalają rakiet, nie latają w chmurach. Kopią rowy, układają kable i rury, naprawiają drogi albo budują tymczasowe mosty. Faktem jest jednak, że bez ich wsparcia każda większa operacja wojskowa szybko by się zatrzymała. Mają też wielkie znaczenie w reagowaniu na sytuacje kryzysowe, co właśnie pokazali w Warszawie.

 

Pieniądze zabrano na inny cel

Niezależnie od tego, większość ciężkiego sprzętu saperów to skansen z czasów Układu Warszawskiego. Nie wygląda na to, aby sytuacja szybko się zmieniła. Pokazuje to najnowsza decyzja MON.

Zajmujący się zakupami sprzętu dla wojska Inspektorat Uzbrojenia zamieścił na swojej stronie w ostatnich dniach sierpnia dokument, będący ogłoszeniem o anulowaniu przetargu na zakup nowych parków pontonowych, które miały zastąpić obecnie wykorzystywane PP-64 Wstęga. Taki właśnie pływa na Wiśle w Warszawie.

W uzasadnieniu anulowania napisano, iż inspektorat otrzymał informację o "ograniczeniu środków" na ten konkretny zakup. Oznacza to tyle, że MON podjął decyzję o przeznaczeniu pieniędzy, zarezerwowanych na nabycie nowych parków pontonowych, na jakiś inny cel. Wobec tego, trwające od końca 2018 roku postępowanie trzeba było skasować. Nie ma informacji, co dalej.

 

Sprzęt dobry, ale za czasów PRL

Tymczasem sprzęt saperów sam z siebie nie odmłodnieje. W większości to skansen. Wiele mówi to, że numer "64", w oznaczeniu mostu rozłożonego na Wiśle, to rok jego opracowania. Wstęga to polska wariacja radzieckiego parku pontonowego PMP, opracowanego z kolei na przełomie lat 50. i 60. Produkcję PP-64 rozpoczęto w latach 70. i zakończono w pierwszej połowie lat 80. Najmłodsze zbliżają się więc do 40-tki. Najstarsze do 50-tki.

Wiek Wstęg wyraźnie widać po będących integralną częścią całego zestawu samochodach ciężarowych. W najstarszych PP-64 to Star 660 (konstrukcja z początku lat 60.) a w nowszych Star 226 (początek lat 70.). Te drugie dowiozły sprzęt na akcję w Warszawie, więc użyto do niej jednego z nowszych parków pontonowych.

Wiek samochodów, który oznacza większą awaryjność i problemy z naprawami, to jeden problem. Drugim jest wiek samych pontonów, czyli pojedynczych pływających modułów przewożonych przez ciężarówki, które potem zrzuca się do wody i składa w most. Pontony w PP-64 są wykonane ze stali i rdzewieją. Wojskowe zakłady remontowe systematycznie przeprowadzają naprawy i remonty, ale nie można w nieskończoność łatać korozji.

Dotychczasowe plany zakładały, że ze względu na stan, Wstęgi trzeba będzie masowo wycofać ze służby na początku lat 20. Ogłoszony pod koniec 2018 roku przetarg na ich następców był ostatnią szansą, aby dokonać wymiany w sposób płynny. Zakończenie dostaw planowano w 2022 roku. Nie wiadomo więc co teraz. Można przypuszczać, że saperzy będą musieli żyć z tym co mają, tak długo, aż się rozpadnie. Podobnie jak na przykład lotnicy służący na radzieckich śmigłowcach, które miały zostać zastąpione przez H225M Caracale, ale nie zostaną.

Dodatkowy problem ze Wstęgami i brakiem perspektyw na ich wymianę jest też taki, że projektowano je na potrzeby wojska ludowego z lat 60. i 70. Wówczas podstawowe czołgi T-55 ważyły mniej niż 40 ton i nie było problemu z przejeżdżaniem nimi po Wstęgach. Dzisiaj nasze najcenniejsze czołgi Leopard 2 ważą ponad 50 ton. Są za ciężkie dla pochodzących z innej epoki PP-64. W praktyce oznacza to tyle, że saperzy nie mają możliwości stworzenia szybkiej przeprawy przez większą rzekę dla naszych najcenniejszych czołgów. I mieć nie będą. Czołgistom pozostaje albo przejeżdżać po dnie rzek (a miejsc, gdzie to można zrobić. jest niewiele), liczyć na cywilne mosty czy promy albo na sojuszników. 

 

Nowszy sprzęt może więcej

W związku z powyższym przetarg na nowe parki przeprawowe, jako jeden z głównych wymogów, stawiał zdolność do zniesienia przejazdu większości czołgów NATO, w tym polskich Leopardów 2. Dla nowoczesnych mostów pływających nie jest to już problem.

Dodatkowo nowe konstrukcje są najczęściej budowane z aluminium, które jest bardzo odporne na korozje. I jest lżejsze niż stal. W efekcie mosty z niego wykonane są trwalsze i mają większe możliwości, co do utrzymania najcięższych pojazdów.

Nowe konstrukcje są też prostsze w obsłudze. To niebagatelna sprawa, bowiem jednym z kluczowych czynników w przypadku parków pontonowych jest to, jak szybko można z nich ustawić most. W przypadku wojny, pośpiech ma wielkie znaczenie i standardem jest ustawianie przepraw nawet przez duże rzeki w ciągu maksymalnie godziny.

Wiele zależy od wyszkolenia saperów, ale sprzęt też ma znaczenie. Na przykład pontony wchodzące w skład PP-64 trzeba wstępnie rozłożyć jeszcze na ciężarówce i dopiero potem zwodować. Wymaga to więcej pracy i więcej miejsca na brzegu. Tymczasem współczesnym standardem jest zrzucanie złożonych pontonów z tyłów ciężarówek do wody, gdzie następuje samoczynne rozłożenie. Widać to dobrze na załączonym wideo z ćwiczeń wojska USA.

Nowsze parki pontonowe wymagają też mniejszej obsługi i mniejszej liczby ciężarówek do transportu. Między innymi z uwagi na wyżej opisany mechanizm rozkładania w wodzie i to, że pojedyncze pontony są większe. Do zbudowania 100 metrów Wstęgi potrzeba około stu żołnierzy i 54 ciężarówek. Do tego samego przy użyciu standardowego amerykańskiego parku pontonowego IRB potrzeba o ponad połowę mniej ludzi i ciężarówek. Gdyby chcieć użyć najbardziej wymyślnego i skomplikowanego niemieckiego samobieżnego parku pontonowego (w tym wypadku ciężarówka wjeżdża do rzeki i tam przeistacza się w ponton) - M3 - to wystarczy 24 żołnierzy i osiem pojazdów.

 

O takim sprzęcie polscy saperzy mogą jednak na razie tylko pomarzyć. Mogą go też pooglądać na wspólnych ćwiczeniach z sojusznikami. Budżet MON, choć systematycznie rośnie, trzeszczy w szwach. Zwłaszcza, że podjęto w ostatnim roku nagłą decyzję o ekspresowym zakupie drogich amerykańskich myśliwców F-35. Można przypuszczać, że to z ich powodu trzeba było zabrać pieniądze na następców muzealnych PP-64 Wstęg.

Autor: 
---------------------
Źródło: 

wiadomosci.gazeta.pl

Reklama