Skandal! Generał śmiał się z Macierewicza. Już go nie ma. Następny gen.Gocuł?

Antoniemu Macierewiczowi nie można odmówić pracowitości, bo, według naszych informacji, niemal codziennie wychodzi ze swojego resortu późnym wieczorem. Przy tym okazuje się, że wypytuje wojskowych o... 10 kwietnia 2010 roku i niszczy każdego, kto ośmieli się kwestionować jego działania.

Przykładem gen. Piotr Nidecki – były (już) szef Żandarmerii Wojskowej - który miał śmiać się z poleceń Macierewicza.

Tygodnik „Polityka” donosi, że szefostwo MON i Służby Kontrwywiadu Wojskowego wie już wszystko o katastrofie smoleńskiej. A raczej nie katastrofie, tylko – jak uważa resort obrony – o „zamachu”. I o tych, którzy są za niego odpowiedzialni. Na celowniku znalazło się słynne już Centrum Eksperckie NATO. Mieli się tam zagnieździć "smoleńscy zamachowcy" uważani za współpracowników Moskwy.

Gazeta powołuje się na przypadki dwóch wojskowych. Chodzi o płk. Damiana S. oraz sierż. X (redakcja nie podaje prawdziwego nazwiska). Przed pięcioma laty, 10 kwietnia 2010 r. jeden służył w Afganistanie, drugi był na terenie swojej jednostki wojskowej. Sprawa obydwu panów okazała się na tyle pilna, że żandarmeria zapukała do S. w weekend i to o trzeciej nad ranem! Żołnierze zostali wezwani na rozmowy z samym Antonim Macierewiczem!

„Obaj wojskowi odnieśli wrażenie, że minister podejrzewa ich o jakiś związek z katastrofą Smoleńską. Z pytań i intonacji głosu Macierewicza zrozumieli, że są na liście podejrzanych co najmniej o udział w zorganizowaniu zamachu (sierżanta pytano o jego wiedzę na temat materiałów wybuchowych), a także usuwaniu potem śladów. Fakt, że obaj wykazali, iż nie byli w Smoleńsku ani przed katastrofą, ani feralnego dnia, a także po zdarzeniu, nie zmienił nastawienia ministra. Zachowywał się, jakby wiedział swoje” – czytamy na łamach „Polityki”.

Ze sprawą wiąże się także wigilijna zmiana na stanowisku szefa Żandarmerii Wojskowej. W przeddzień Bożego Narodzenia prezent otrzymał płk Tomasz Połuch, który przejął dowodzenie nad całą formacją. Na stanowisku zastąpił gen. Piotra Nideckiego, który jeszcze za czasów Aleksandra Szczygły – ministra obrony w rządzie PiS (!) – pracował w gabinetach kolejnych szefów MON, a od 12 czerwca 2015 r. szefował ŻW. Co było bezpośrednią przyczyną zmiany?

Według „Gazety Wyborczej” Nidecki wyśmiewał Macierewicza. Nie podobało mu się, że licząca 3 tys. żołnierzy Żandarmeria zajmuje się dowożeniem urzędników i wojskowych, którzy mają spowiadać się przed nowym szefem MON. Chodzi o rozmowy weryfikujące lojalność oraz wiarę w „zamach smoleński”. Jest jeszcze jeden powód: żandarmi odmówili współpracy podczas nocnego najścia na CEK NATO w nocy z 17 na 18 grudnia.

„Ok. 1:30 pod budynek CEK przy ul. Chałubińskiego w Warszawie zajechała Żandarmeria Wojskowa z szefem SKW, rzecznikiem MON i innymi wojskowymi. Dorobionym kluczem otworzyli pierwsze drzwi do budynku, ale kolejne wyłamali. Poinformowali oficera dyżurnego, że przejmują budynek, a nowy szef Centrum jest z nimi. Funkcjonariusze Żandarmerii Wojskowej – według naszych informacji – odmówili zajęcia pomieszczeń Centrum. Pokoje były opieczętowane pieczęcią NATO, bo słowaccy oficerowie, którzy je zajmują, już wyjechali do domów na święta” – pisaliśmy wtedy w Fakcie.

Szef Sztabu Generalnego był gościem Programu Pierwszego Polskiego Radia pytany przez słuchaczy o Antoniego Macierewicza.„Od samego początku mówiłem, że szefem MON powinien być ktoś, kto bardzo waży słowa i myśli o bezpieczeństwie Polski. Pierwsze tygodnie są dla mnie sporym rozczarowaniem” – stwierdził gen. Mieczysław Gocuł.„Padło dużo różnych daleko idących oświadczeń, które nie pomagają Polsce” – ocenia. „Nie uprzedzam się do nikogo z góry nawet, jeśli jest to osoba tak kontrowersyjna i niepasująca do profilu ministra obrony” – komentuje Szef Sztabu Generalnego. Odchodzi ze stanowiska?

Foto: FAKT.PL / dziennik-polityczny.com

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.