Macierewicz ogłosił, że kupił 53 tys. karabinków „Grot”. Jest tylko jeden problem

Podczas targów zbrojeniowych w Kielcach szefowie Polskiej Grupy Zbrojeniowej i Fabryki Broni „Łucznik” z Radomia ogłosili, że podpisali kontrakt na 53 tysięcy karabinków z rodziny Modułowego Systemu Broni Strzeleckiej (MSBS) 5,56 mm. Suma? Bagatela, pół miliarda złotych. Problem w tym, że deklaracje „Łucznika” mają niewiele wspólnego z prawdą.

W Kielcach minister obrony nie mógł się nachwalić polskiego karabinku, który szumnie ochrzczono nazwą „Grot” - na cześć dowódcy Armii Krajowej gen. Stefana Roweckiego. W badania i prace rozwojowe państwo włożyło mnóstwo pieniędzy i czasu.

Zdążono otrąbić sukces, a tymczasem okazało się, że podpisano tylko umowę ramową na tysiąc sztuk broni z opcją na kolejne zakupy. Kwota transakcji opiewa za to nie na pół miliarda, ale na 10 mln złotych – podaje Onet.pl. Poza tym sprzęt jest wciąż w fazie testów, które mają zakończyć się w pierwszej połowie przyszłego roku. Źródła w armii twierdzą, że broń ma potencjał, ale trzeba wyeliminować jeszcze wiele wad i usterek, by żołnierze mogli z niej korzystać. Karabinek nie ma też jeszcze badań kwalifikacyjnych, które dopuszczą go do użytku w armii. Jeśli sprzęt nie przejdzie testów, nie zostanie oddany do użytku.

Ale to nie wszystko. Jako że karabiny mają trafić do Wojsk Obrony Terytorialnej, umowę powinien był podpisać szef Inspektoratu Uzbrojenia. To instytucja, która od początku prowadziła projekt zbrojeniowy „Tytan” i związany z nim podprojekt karabinku modułowego, ma więc też całą dokumentację. Zamiast niej jednak parafkę złożył płk Mirosław Krupa – dowódca jednostki wojskowej Nil, która co prawda zajmuje się zakupami, ale dla wojsk specjalnych.

Jak ocenia ekspert ds. wojskowych z Polityka Insight Marek Świerczyński, wybór jest dość dziwny. – Być może wojska specjalne zgodziły się kupić karabinek bez zakończenia testów, na co nie zgadzał się Inspektorat Uzbrojenia – ocenia w rozmowie z Onetem.

Portal dowiedział się też nieoficjalnie, że na dowództwo JW Nil były wywierane naciski polityczne – jednostka bowiem nigdy nie kupuje sprzętu w fazie testów. W końcu umowę należało podpisać przed targami w Kielcach, by było się czym chwalić, a Nil może kupować sprzęt z wolnej ręki, bez przetargu i z pominięciem niektórych procedur wojskowych.

Dlaczego zrobiono wyjątek? Jak ocenia rzecznik prasowy WOT w rozmowie z Onetem, Inspektorat Uzbrojenia był zawalony pracą, dlatego nie obciążano go zakupami.

Co z testami? Jak zapewniał Antoni Macierewicz, karabinek przeszedł wszystkie. Problem w tym, że wojska specjalne zgłosiły wiele uwag co do sprawności, funkcjonalności i bezpieczeństwa. – Na przykład „wylata” mu regulator gazowy, a bez niego karabinek sam się nie przeładuje – mówi żołnierz wojsk specjalnych w rozmowie z Onetem.

- Kupiono sprzęt, zanim zostały zakończenie testy broni. Taka kolejność może ocierać się o łamanie prawa – ocenia gen. Bogusław Pacek.

Autor: 
TM
Źródło: 

Newsweek

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.