Polska powinna rozważyć wznowienie produkcji amunicji kasetowej

Reklama

Amunicja kasetowa nadal odgrywa ważną rolę na współczesnym polu walki, dowodem jest choćby przebieg wojny na Ukrainie. (…) Polska powinna wziąć pod uwagę powrót do produkcji pocisków tej klasy. – mówi w rozmowie z Defence24.pl gen. bryg. rez. Jarosław Wierzcholski, były szef Wojsk Rakietowych i Artylerii WP, dyrektor programów artyleryjskich w latach 2010-2012.

Jakub Palowski: Stany Zjednoczone niedawno ogłosiły rezygnację z decyzji o bezwzględnym wycofaniu większości typów amunicji kasetowej do końca 2018 roku. Systemy, pozostawiające więcej niż jeden procent niewybuchów mają pozostać w służbie do czasu pełnego wdrożenia następców. Panie Generale, jak ocenić tę decyzję?

Gen. bryg. rez. Jarosław Wierzcholski: Moim zdaniem jest to racjonalne posunięcie i należało się tego spodziewać. Amunicja kasetowa nadal odgrywa ważną rolę na współczesnym polu walki, dowodem jest choćby przebieg wojny na Ukrainie. Wprowadzane w jej zastępstwie systemy, działają na innej zasadzie i nie zawsze w pełni zapewniają zdolności, jakie dawała amunicja kasetowa.

Przykładowo, do pocisków GMLRS wprowadzane są głowice typu Alternative Warhead, przeznaczone do rażenia celów powierzchniowych. Konstrukcja tego systemu pozwala na uniknięcie powstawania niewybuchów, amunicja jest bowiem oparta o wcześniej przygotowane elementy rażące, formowane podczas rażenia celu w strumień niszczący cel ich energią kinetyczną. Nowa głowica nie daje jednak takiej samej skuteczności przy zwalczaniu niektórych pojazdów opancerzonych, jak tradycyjna amunicja klastrowa.

Z kolei pociski ATACMS są modernizowane poprzez zastąpienie głowic kasetowych systemem jednolitych ładunków odłamkowo-burzących. Jest to jednak dosyć kosztowna operacja, stanowiąca poważną pozycję w budżecie wojsk lądowych USA. Programowalna głowica odłamkowo-burząca również nie zapewnia takiego potencjału zwalczania niektórych celów, jak standardowe pociski kasetowe. Wreszcie, sama budowa zapasów amunicji nowej generacji przeznaczonej na czas kryzysu i wojny jest czasochłonna i musi potrwać jeszcze co najmniej kilka lat.

Decyzja o rezygnacji z amunicji kasetowej wydaje się więc krótkowzroczna. Niemcy, Francja czy Wielka Brytania całkowicie wycofały klasyczną subamunicję ze swoich arsenałów i w przeciwieństwie do USA w dużej mierze nie wdrożyły następców, jak choćby „alternatywnych” głowic do GMLRS.

Z perspektywy czasu widać, że jednostronna decyzja o rezygnacji z użycia amunicji kasetowej była pochopna, i Amerykanie, niezwiązani konwencją, postanowili ją skorygować (wycofanie planowane było na bazie wewnętrznej polityki Departamentu Obrony – red.). Pomimo podpisania konwencji amunicja kasetowa jest nadal używana w konfliktach zbrojnych. Rosjanie wykorzystują ją na szeroką skalę, na przykład na Ukrainie. Jak mówiłem wcześniej, przebieg toczącego się od 2014 roku konfliktu bardzo wyraźnie pokazał, jaki potencjał może mieć amunicja kasetowa, zwłaszcza użyta wraz z nowoczesnymi systemami kierowania ogniem.

Moim zdaniem nie należały jednostronnie rezygnować z elementu potencjału obronnego, jakim jest amunicja kasetowa. Takie postępowanie do niczego nie prowadzi i powoduje osłabienie własnych sił. Państwa sojusznicze, które wycofały pociski kasetowe, zmniejszyły swój wkład do zdolności Paktu Północnoatlantyckiego.

Należy też zaznaczyć, że wśród państw, które nie przystąpiły do podpisania konwencji z Oslo poza Polską są kraje położone w pobliżu wschodniej granicy NATO i Unii Europejskiej takie jak Grecja, Rumunia, Estonia czy Finlandia. Położenie geograficzne tych państw determinuje ostrożniejsze podejście do jednostronnych decyzji o rezygnacji ze zdolności obronnych.

Obecnie okazuje się, że analizy prowadzone przez sztabowców w NATO wskazują na potrzebę zwiększenia konwencjonalnego potencjału, na przykład poprzez rozbudowanie nowoczesnej artylerii, w znacznie większym stopniu, niż w krajach zachodnich przewidywano jeszcze kilka lat temu.

Ładunki z subamunicją jeszcze niedawno produkowano w Polsce.

Tak, Polska powinna wziąć pod uwagę powrót do przeglądu zdolności obronnych związanych z tym rodzajem amunicji i rozważyć ewentualne wznowienie produkcji niektórych rodzajów pocisków kasetowych. Od początku ubiegłej dekady do 2008 roku produkowano pociski do haubic 2S1 Goździk, możdzierzy 98 mm, ale też do wyrzutni rakietowych 122 mm. Ostatnia dostawa pocisków Feniks-Z odbyła się w 2010 r (na podstawie wcześniej zawartych umów - red.).

2S-1 Goździk

Polska mogłaby też wznowić produkcję pocisków kasetowych do haubic Goździk. Fot. kpt. Tomasz Kisiel

Wykorzystywana w nich subamunicja ma bardzo dobre parametry, także jeżeli chodzi o niezawodność i rozwiązania zapewniające bezpieczeństwo użycia, zapobiegające powstaniu niewybuchów. Później produkcji zaniechano, ale technologia została opanowana przez polski przemysł. Dzięki temu dostawy pocisków mogłyby zostać wznowione.

Warszawa nie podpisała konwencji o zakazie stosowania amunicji kasetowej.

Tak, ale samo wejście w życie nowych przepisów i przyjęcie ich przez Francję utrudniło, a w zasadzie uniemożliwiło kontynuowanie produkcji jednego z typów amunicji kasetowej. Mówię o pociskach Feniks-Z, przeznaczonych do użycia w wyrzutniach WR-40 Langusta, ale też w starszych BM-21 Grad czy RM-70. Produkcja została wstrzymana w momencie podpisania konwencji i zakończenia bieżących umów.

Stroną konwencji jest bowiem Francja, a to właśnie Paryż dostarczał do Polski technologie związane z silnikami rakietowymi do pocisków Feniks-Z o zasięgu ponad 30 km. W momencie, gdy państwo przystąpi do konwencji z Oslo, jest zobowiązane nie tylko do wycofania oraz zniszczenia własnych zapasów amunicji kasetowej czy zaprzestania jej produkcji, ale też zaniechania wsparcia technologicznego państw, które nadal wykorzystują podobne pociski. Właśnie z tego powodu zaprzestano produkcji rakiet Feniks-Z, choć Siły Zbrojne RP opowiadały się za kontynuacją dostaw.

Dziś do Wojska Polskiego wprowadzane są systemy artylerii lufowej nowej generacji, jak Krab i Rak.

Moim zdaniem należy się skupić na pociskach kasetowych przede wszystkim do wyrzutni rakietowych. Doświadczenia z Ukrainy wskazują, że haubice są w stanie oddać niewielką liczbę strzałów, zanim będą zagrożone ogniem kontrbateryjnym. Podkreślam, że Rosjanie dzięki zastosowaniu bezzałogowców, radarów artyleryjskich, jak i nowych systemów kierowania ogniem są czasem w stanie razić pozycje ukraińskiej artylerii już w dwie minuty po otwarciu ognia. Podobne wyniki, z użyciem radaru Liwiec i bezpilotowców Fly Eye osiągają polscy artylerzyści.

W praktyce więc, haubice mogą bezpiecznie wystrzelić zaledwie kilka pocisków, i muszą opuścić zajmowane stanowisko. To nie daje efektu ześrodkowanego ognia, pożądanego przy użyciu amunicji kasetowej. W tym samym czasie wyrzutnie rakietowe mogą wystrzelić kilkadziesiąt rakiet, pokrywając ogniem znaczny obszar, nawet przy użyciu pocisków niekierowanych. Jest to jeden z powodów, dla których armia rosyjska tak szeroko wykorzystuje pociski kasetowe.

Potrzeba wznowienia dostaw rakiet Feniks-Z?

Priorytetem powinno być przywrócenie zdolności produkcji rakiet 122 mm z amunicją kasetową. Należy poszukiwać możliwości całkowitej polonizacji tej rakiety, bądź też pozyskania licencji na brakujące elementy, czy ich opracowania w Polsce. Nie tylko wyrzutnie Langusta, ale też starsze RM-70 czy nawet BM-21 mogą otrzymać duży potencjał, jeżeli zaopatrzone zostaną w nowoczesną amunicję kasetową.

Z kolei w programie Homar będą stosowane rakiety z głowicami Alternative Warhead, ze zdolnością zwalczania celów powierzchniowych. Oczywiście nie należy wykluczać opracowania krajowych pocisków do Kraba i Kryla, czy do Raka.

Trzeba jednak pamiętać, że przemysł nie może realizować zbyt wielu programów jednocześnie, bo żaden z nich nie zakończy się powodzeniem. Należy określić priorytety, możemy zdecydować się na amunicję precyzyjną 155 mm wtedy, gdy będziemy już dysponowali zintegrowanymi i sprawdzonymi pociskami odłamkowo-burzącymi, ale też oświetlającymi i dymnymi.

Przed ewentualnym rozpoczęciem programu amunicji kasetowej dla Kraba czy Raka należałoby też zakończyć wdrożenie pilniejszych programów pocisków precyzyjnego rażenia: kierowanych INS/GPS, naprowadzanych laserowo, czy wreszcie z „inteligentną” subamunicją przeciwpancerną, jak SMArt 155 czy Bonus. Pociski kasetowe powinny być rozwijane w pierwszej kolejności tam, gdzie są najbardziej efektywne i potrzebne, a więc w wypadku Polski do systemów rakietowych 122 mm. Oczywiście można też wznowić produkcję amunicji Hesyt do haubic Goździk, biorąc pod uwagę że jeszcze pewien czas pozostaną one w służbie.

Autor: 
Fot. por. Krzysztof Gonera, st.chor. Rafał Mniedło
Źródło: 

defence24

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama