Eskalacja walk na Ukrainie grozi wybuchem III wojny światowej

Reklama

pt., 08/12/2016 - 21:48 -- koscielniakk

Rosjanie i Ukraińcy zaczęli kopać okopy, przygotowując się do wojny. To świadczy o tym, że eskalacja konfliktu między tymi krajami może nastąpić praktycznie w każdej chwili. Wraz z nią pojawi się kolejne w ostatnich miesiącach zagrożenie dla pokoju w naszej części Europy, a kto wie czy nie całego świata.

 

Mobilizacja wojsk ogłoszona na Ukrainie przez prezydenta tego kraju, Petro Poroszenko, to zły znak dla pokoju w naszej części świata. Rosjanie kilka dni temu oskarżyli Ukraińców o próbę przeprowadzenia zamachu terrorystycznego na Krymie. Mają też dowody, że byli w to zaangażowani ukraińscy agenci służb. Na skutek ich działań zginęło dwóch rosyjskich żołnierzy.

 

Wygląda na to, że zapowiedzi Ukraińców, wskazujące na to, że zamierzają odzyskać darowany im w 1954 roku przez Chruszczowa, Krym, nie były tylko słowami i faktycznie zamierzali to zrobić. Ich plany zostały ponoć pokrzyżowane przez rosyjskie FSB i Specnaz. Na skutek tych incydentów prezydent Federacji Rosyjskiej, Władimir Putin, nakazał wzmocnienie wojsk znajdujących się na półwyspie.

 

Zaobserwowano również, że żołnierze po obu stronach granicy Krymu zaczęli kopać okopy i transzeje, a to ewidentna wskazówka, że rozpatrywana jest osobna kampania wojenna w tej okolicy. Jeszcze parę dni temu wydawało się, że projekt Noworosji utknął na dobre, ale może wkrótce nastąpić jego triumfalny powrót. Sytuacja jest poważna, bo z doniesień agencyjnych wynika, że rosyjska flota czarnomorska wyszła z portu. Potencjał bojowy zgromadzonych tam okrętów jest tak duży, że niektóre z nich są w stanie wystrzeliwać rakiety w kierunku pozycji ISIS w Syrii. Ich wpływ na uzyskanie przewagi bojowej na wypadek wojny Ukrainy z Rosją jest nie do przecenienia i może być zniwelowany tylko przez zaangażowanie NATO.

 

W tej chwili trudno powiedzieć kto zacznie na nowo ten konflikt, ale jeśli do konfrontacji dojdzie to przynajmniej znane są jej cele. Dla strony ukraińskiej jest to odzyskanie terytorium kontrolowanego przez to państwo przed inspirowanym zamachem stanu z Majdanem w tle, który obalił legalne władze Ukrainy i wyniósł do władzy juntę wojskową.  Rosjanie z kolei chcą proklamować kolejne "republiki" takie jak charkowska czy odeska, dokonując de facto rozbioru Ukrainy, w którym nasze władze kategorycznie nie chcą uczestniczyć, odrzucając okazję do odzyskania polskich ziem zagarniętych po II wojnie światowej. Doszło do tego, że to Putin musi przypominać społeczności międzynarodowej, że Lwów to polskie miasto, a Bandera był zbrodniarzem odpowiedzialnym za ludobójstwo Polaków. Patologiczna rusofobia i serwilizm względem ośrodków władzy z Tel Aviwu i Waszyngtonu powodują, że nasze władze raczej wyślą nas na wojnę z mocarstwem atomowym niż skorzystają z okazji zabezpieczenia naszych interesów narodowych. Zemści się to zapewne wkrótce, gdy Ukraińcy w końcu ruszą po Przemyśl, Rzeszów, Jasło i Lublin, co przeciez jawnie zapowiadają.

 

Wojna na Ukrainie ma potencjał, aby stać się zarzewiem konfliktu globalnego. Wszystko zależy od tego jak zachowają się obecni sojusznicy Ukrainy -  w tym jawnie rusofobiczne władze Polski. Wygląda na to, że ewentualna awantura na Ukrainie, będzie skutkować tym, że wkrótce wraz z NATO, pójdziemy na wojnę z Rosją. Obecne władze USA zdają sobie sprawę, że konflikt, jeśli ma do niiego dojść, musi się odbyć przed wyborami. Wojna może spowodować, że Amerykanie mogą chętniej przyjmować serwowaną im przez rządzących propagandę i kontynuować przywództwo tamtejszego lewactwa zwanego tam dla niepoznaki "Demokratami".

 

Najbliższe 4 miesiące będą zatem kluczowe dla pokoju w Europie Wschodniej. I właśnie w takim momencie historii, nasi chorzy na nienawiść względem Rosji przywódcy, zamiast zachowywać się odpowiedzialnie i trzymać się z dala od tej awantury, po prostu zaprosili na defiladę z okazji święta wojska polskiego, nie tylko stacjonujących u nas Amerykanów, ale też Ukraińców, zupełnie nie dostrzegając antypolskich i probanderowskich ekscesów, zachodzących za naszą wschodnią granicą i akceptowanych, a nawet pochwalanych przez puczystów z Kijowa.

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama