Maciarewicz rozbija 11 Lubuską Dywizję Kawalerii Pancernej

34. Brygada Kawalerii Pancernej w Żaganiu zamiast Leopardów otrzyma przestarzałe T-72. Eksperci zgodnie uważają, że jest to niszczenie 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej.

W 34. Brygadzie niedługo nie zobaczymy Leopardów. Dwa lata szkolenia pójdą na marne /11. LDKP /INTERIA.PL/materiały prasowe

W 34. Brygadzie niedługo nie zobaczymy Leopardów. Dwa lata szkolenia pójdą na marne/11. LDKP/INTERIA.PL/materiały prasowe

11. Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej to największa i najsilniejsza polska jednostka pancerna. Jest to również najsilniejsza jednostka tego typu w Europie Środkowej. A właściwie była.

Do niedawna dysponowała ona czterema batalionami czołgów. Dwoma w 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej (Leopard 2A4, które będą modernizowane) i dwoma w 34. Brygadzie Kawalerii Pancernej (Leopard 2A5). Niestety jeden z batalionów Leopardów został przeniesiony do Wesołej pod Warszawą, pozbawiony zaplecza szkoleniowego i warsztatowego. Wkrótce ma tam trafić kolejny. W zamian do Żagania trafiają stare T-72M1. Żołnierze nie kryją rozgoryczenia, a eksperci łapią się za głowy.

Podkreśla się, że w Żaganiu znajduje się całe zaplecze pozwalające na serwisowanie i utrzymywanie w eksploatacji Leopardów. Garnizon w Wesołej nie jest do tego przygotowany. I w drugą stronę: w Żaganiu nie ma zaplecza i wyszkolonej obsługi dla T-72.

- Ktoś wychodzi z założenia ze przeniesienie batalionu to pstryknięcie palcami i myk już wszystko gra - mówi chor. rez. Michał Bardoń, doświadczony żołnierz, służący m.in. w 17. Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej, weteran misji w Iraku i Afganistanie.

- Trzeba będzie przeszkolić wszystkich żołnierzy ze wszystkiego. I zanim nawet wyprowadzą "Leosie" na defiladę, to najpierw trzeba będzie nauczyć się jeździć nimi po prostej - wyjaśnia.

Podobnego zdania są cywilni eksperci.

- Należy pamiętać, że szkolenie nowych żołnierzy oraz zgranie brygady na nowo może potrwać kilka lat, więc również 1. Brygada przez jakiś czas nie będzie w pełni sprawna - mówi Bartłomiej Kucharski z Zespołu Badań i Analiz Militarnych.

Oznacza to, że nie tylko najsilniejsza dywizja pancerna w regionie została na lata zdezorganizowana, ale zmiany na gorsze dosięgły także inne zgrupowania pancerne. Głośno o tym mówił gen. broni Waldemar Skrzypczak w wywiadzie udzielonym Marcinowi Ogdowskiemu:

- Uważam to za destrukcję. Więcej, jest to absolutnie wrogie działanie, bo oznacza rozbijanie potencjału jednego z najsilniejszych związków taktycznych w Europie. Zabranie Dywizji batalionu pancernego, w przyszłości drugiego, i przerzucenie go kilkaset kilometrów dalej, podważa sens jej istnienia. Potęga "jedenastej" brała się ze skomasowania sił dwóch pancernych brygad (czterech batalionów). Owo nagromadzenie środków walki było niczym grot igliczny, który rozwaliłby wszystko na swojej drodze.

- Miała być ona, jako najsilniejszy związek pancerny, decydującym argumentem w razie wojny z Rosją i dziś takim być przestaje - dodaje Bartłomiej Kucharski.

Tymczasem rzecznik MON, Bartłomiej Misiewicz, podkreślał stanowczo, że "większość Leopardów opuści Żagań". Jest to związane z opinią ministra Macierewicza, który wielokrotnie krytykował rozlokowanie oddziałów Wojska Polskiego, których większość znajduje się na lewym brzegu Wisły. Jego zdaniem jednostki powinny bronić również wschodniej Polski.

Nowoczesne czołgi zostaną odcięte od zaplecza logistycznego /11. LDKP /INTERIA.PL/materiały prasowe

Nowoczesne czołgi zostaną odcięte od zaplecza logistycznego/11. LDKP/INTERIA.PL/materiały prasowe

Wschodnia flanka

Z tym, żeby wzmocnić wschodnią flankę zgadza się Kucharski.

- Tzw. flankę wschodnią bezapelacyjnie trzeba wzmocnić, głównie dlatego, że bronią jej relatywnie niewielkie siły. Faktycznie tylko 1. WBPanc i jednostki rozpoznawcze oraz w przyszłości OT; reszta 16. DZ jest ulokowana bardziej na kierunku północnym - mówi ekspert.

Nie zgadza się jednak z metodą, jaką wybrał MON

- Przeniesienie sprzętu jednego batalionu czołgów niewiele wniesie do polskiej obronności wobec tego, że potencjalny przeciwnik dysponuje przytłaczającą przewagą pancerną, za to dla 11. LDKPanc oznacza zabranie ¼ posiadanych czołgów - wyjaśnia.

- Owszem, w zamian przyjdą inne, ale T-72 bez modernizacji nie mają żadnej wartości bojowej, a stanowią one około połowę posiadanego sprzętu pancernego, spowoduje to więc osłabienie Czarnej Dywizji.

Podobnie uważa generał Skrzypczak.

- Wojna nie wybuchnie z godziny na godzinę, będzie czas na przerzucenie sił w rejony operacji. Leopardy są w stanie podjąć walkę z każdym rosyjskim czołgiem. I go rozbić. W planach obrony "jedenasta" miała być dywizją odwodową, która wykona uderzenia, gdy przeciwnik wejdzie już w Polskę. Jej cios mógłby przerwać impet rosyjskiego ataku. Dlatego Rosjanie drżeli przed 11. Dywizją. Korzystając z postanowień Traktatu Wiedeńskiego, na każde jej ćwiczenia przysyłali tabuny obserwatorów - mówi były dowódca Wojsk Lądowych.

W Wesołej na codzień stacjonują czołgi PT-91 "Twardy" /East News

W Wesołej na codzień stacjonują czołgi PT-91 "Twardy"/East News

Głębia operacyjna

W Polsce pokutuje opinia, że garnizony wojskowe powinny być rozmieszczone jak najbliżej zagrożonej granicy. Wiele krajów na takim myśleniu już się wykrwawiło. W tym i Polska w 1939 roku. Wówczas rozlokowanie dywizji wzdłuż granic również miało podłoże polityczne. Zapomina się bowiem, że miejsce stacjonowania jednostki w czasie pokoju nie musi tożsame z rozśrodkowaniem na czas wojny.

Znacznie łatwiej bowiem wyprowadzić grupę brygadową z zaplecza, niż przesuwać ją w zagrożony rejon wzdłuż linii frontu. Przerzucanie tak znacznej jednostki w bezpośredniej odległości, w zasięgu działania lotnictwa frontowego może skończyć się jej unicestwieniem.

Należy też pamiętać, że brygada pancerna ma charakter jednostki odwodowej i jest wysyłana na najbardziej zagrożone odcinki. Jej lokalizacja w bezpośredniej bliskości frontu nigdy nie była wskazana, co nieraz udowodniły podobne przypadki w historii.

Przedstawiciele MON tłumaczą jednak, że związane jest to ze znacznie krótszym czasem reakcji i uniknięciem ewentualnego zaskoczenia. Jest to nieco pokrętna logika, bowiem łatwiej jest zaskoczyć jednostki znajdujące się w zasięgu rakiet taktycznych, niż te, które są rozlokowane na zapleczu. Nie wspominając o roli, jaką powinien odegrać wywiad, w ostrzeganiu przed potencjalnym zagrożeniem. Czyżby MON nie ufał doniesieniom wywiadu o stanie zagrożenia Polski?

Światło na tę kwestię może rzucić wypowiedź byłego premiera, Leszka Millera, z 2015 roku, który mówił wówczas:

- Pan Macierewicz po wpływem fobii i nienawiści w stosunku do żołnierzy WSI doprowadził do rozwiązania służby i ujawnienia współpracowników i agentów, co się na świecie nie zdarza. Bolszewicy nie ujawnili agentów carskiej ochrony, a Amerykanie przejęli część służb wywiadowczych i kontrwywiadowczych Adolfa Hitlera. To, co się stało w Polsce, w poważny sposób osłabiło parasol wywiadowczy jaki był nad polskimi wojskami w Afganistanie.

Eksperci uważają, że stan polskiego wywiadu w ostatnich latach się nie poprawił. Generał Skrzypczak w wywiadzie udzielonym Interii mówił:

- Wojskowe służby - zarówno wywiad, jak i kontrwywiad - są mocno odseparowane od swoich zachodnich odpowiedników. Mówiąc wprost, tamci nie ufają naszym.

- I sami sobie jesteśmy winni. Agenci wywiadów amerykańskiego czy niemieckiego pilnie się nam przyglądają. I co widzą? Służby, w których roi się od wzajemnych oskarżeń o kontakty z Rosjanami - agentami, lobbystami czy mafią. Stąd płynące do Waszyngtonu czy Berlina zalecenia, by ograniczać współpracę z Polakami - dodał.

Jak wzmacniać?

Nie ulega wątpliwości, że Wojsko Polskie powinno zostać wzmocnione. W polskiej koncepcji obronnej potencjalnym agresorem jest Rosja. Cały czas wspomina o tym minister Macierewicz. Jak wygląda polski plan na wypadek ataku sąsiada ze wschodu?

- W przypadku ataku, strategicznym celem armii rosyjskiej będzie jak najszybsze osiągnięcie linii Odry. Rosjanie będą zatem dążyli do tego, by w ciągu 2-3 dni rozbić główne siły Wojska Polskiego. Mając na wschodzie trzy średnie dywizje, uzbrojone w nowoczesne wozy bojowe i inne niezbędne środki walki, a do tego operacyjne przygotowanie terenu - fortyfikacje, przeszkody, przećwiczone niszczenia kluczowych obiektów - to powinniśmy dać radę efektywnie opóźnić działanie przeciwnika - tłumaczy gen. Skrzypczak.

- Na szczęście - wbrew popularnej wojennej retoryce - nie widać, by Rosja szykowała się na wojnę z nami. Kreml wie, że go na nią nie stać. Ale całkowicie tego scenariusza wykluczyć się nie da, dlatego czas wyciągnąć rękę z nocnika i na poważnie wziąć się za budowanie naszych możliwości obronnych - dodaje.

Jak powinna wyglądać budowa polskich możliwości obronnych tłumaczy Bartłomiej Kucharski:

- Moim zdaniem można by wzmocnić wschodnią flankę delikatniej i skuteczniej, poprzez odtworzenie na bazie 1. WBPanc, zlikwidowanej kilka lat temu 1. Dywizji Zmechanizowanej. W jej skład mogłyby wejść również, jak dawniej, 21. Brygada Strzelców Podhalańskich oraz zlikwidowana wraz z dywizją 3 Brygada Zmechanizowana z Lublina, oczywiście po reaktywacji.

- Tymczasowo nowa-stara dywizja powinna otrzymać dostępny sprzęt, np. czołgi Twardy i KTO Rosomak, a w przyszłości mogłaby mieć pierwszeństwo w dostawach nowego sprzętu, o ile byłaby ukompletowana przynajmniej w takim stopniu, jak do niedawna Czarna Dywizja. Ale na pewno nie powinna powstawać jej kosztem - dodaje.

T-72M1 zaczęto wycofywać z Żagania w styczniu 1995 roku. Po 22 latach wrócą na stare śmieci /Jan Kucharzyk /East News

T-72M1 zaczęto wycofywać z Żagania w styczniu 1995 roku. Po 22 latach wrócą na stare śmieci/Jan Kucharzyk/East News

Okaleczona dywizja

Tymczasem 11. Dywizja została pozbawiona swego największego atutu: dwóch batalionów znakomitych czołgów, a otrzymała przestarzałe T-72M1, które ostatnim razem miała na stanie w 1995 roku! Żołnierze nie ukrywają, że cofają się w czasie.

Na łamach "Tygodnik Regionalna" mjr rez. Marek Zieliński mówił:

- Żagańska brygada znalazła się w wehikule czasu, bo wraca do 1978 roku (wówczas do Żagania trafiły pierwsze T-72M1 - przyp. SZ). Oczywiście żołnierze nie mają prawa dyskutować z decyzjami polityków. Ale my wojskowi w rezerwie, jak najbardziej tak. Ja i moi koledzy uważamy, że w ten sposób brygada cofa się w rozwoju.

Żołnierze nie komentują oficjalnie. Jednak w prywatnych rozmowach wielu mówi to samo. Jedynym wyrazem sprzeciwu jest odejście ze służby.

- Wiem, że chłopaki wcale się nie palą do przenosin i wnioski o przeniesienie, czy nawet o rezerwę sypią się jak prezenty z wora świętego Mikołaja - mówi chor. rez. Bardoń.

Potwierdza tym samym informacje uzyskane z biura prasowego 11. LDKPanc. W całym 2016 roku było 36 wniosków o zwolnienie do cywila, zaś w tym roku jest ich już 29.

- W Moskwie strzelają korki od szampana. Rozbijanie najsilniejszej dywizji w imię pijaru to czyn noszący znamiona zdrady - chor. Bardoń nie przebiera w słowach.

Sławek Zagórski

Interia

Autor: 
Sławek Zagórski
Źródło: 

Interia

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.